|
Koncerty:
-
informacje
>>
-
zdj. i wideo >>
Wystawy>>
Teatr >>
-
zdj. i wideo
>>
Wykłady>>

Radio i telewizja>>
| |

12.
Ludziom wystarczy szarość... - rozmowa
z dr Agnieszką Krotke
Pani dr Agnieszka Krotke mieszka w Grecji, z przerwami, od 1989 roku.
Jest poetką i biologiem.
– Pierwszy raz przyjechałam do Aten po II roku studiów
– opowiadała mi.
– Miałam na uczelni koleżankę, której siostry cioteczne mieszkały w Grecji. Postanowiłyśmy je więc
odwiedzić razem
z naszą trzecią koleżanką. Planowałyśmy miesięczny pobyt w
starożytnych Atenach i na złocistych plażach Morza Egejskiego.
Grecja zrobiła na paniach niesamowite wrażenie, szczególnie jednak na pani
Agnieszce Krotke.
– Miałam jeszcze do zaliczenia roku 2 egzaminy
z biologii, które wydały mi się nie do
pokonania. Postanowiłam więc nadal korzystać z uroków Grecji
i zostać tam na stałe, co nie
było wówczas do końca zupełnie legalne. Napisałam też list do rodziców, że nie
mam zamiaru wracać. Dziś z perspektywy lat, uważam, że był to akt desperacji i że
nie byłam wówczas jeszcze gotowa na skończenie studiów. Był to więc raczej akt
buntu niż odwagi.
Grecja miała być dla pani Agnieszki krajem tranzytowym. Planowała wraz z
mężem wyemigrować do Australii. Czekając na wizę na Antypody pracowała przez
kilkanaście miesięcy na wyspie Mykonos. Nieszczęśliwy wypadek męża zniweczył ich
plany i młodzi wrócili na leczenie do Polski. Powrót do Białegostoku, skąd pochodzi pani
Agnieszka, stał się okazją do ukończenia przerwanych studiów i jak się później
okazało, do zrobienia doktoratu z biologii.
Przez cały jednak czas pobytu w kraju pani Krotke myślała o powrocie do Grecji.
Zaraz więc po obronie doktoratu wróciła do Aten.
– W sierpniu 2002 roku zamieszkałam
w Grecji ponownie. Liczyłam po cichu na pracę w polskiej szkole. Wyczytałam w
internecie, że brakuje im wykwalifi kowanych nauczycieli. Niestety nie zostałam tam
zatrudniona. Musiałam więc podjąć pracę w przedszkolu,
a później zająć się sprzątaniem
mieszkań.
Poezją pani Agnieszka zajęła się stosunkowo późno, już po trzydziestce.
– Zawsze miałam wielką ochotę, aby wyrazić swoje „ja”. Nie bardzo jednak lubiłam mówić, zazwyczaj
brakowało mi odpowiednich słów. Swoje wynurzenia rozpoczęłam od rysunku. Były to
kwiaty rysowane kreską. Mam dwa z nich do dziś na ścianie w domu.
Pisanie wierszy przyszło później samo. Trochę się bałam swej poezji, ale powoli
lęk przezwyciężyłam. Swoje pierwsze siedemdziesiąt wierszy napisałam „za
jednym zamachem”. Pokazałam je potem matce i bratu, którzy są fiolologami. Mama
odradzała mi dalsze pisanie. Brat uważał, że wiersze są dobre i namawiał do dalszego
pisania.
C
I S Z A
Byłbyś w stanie rozpoznać słowa
Którymi rozmawiałeś ze mną wczoraj?
Tysiące zdań wypłynęły z ust
Jak chora krew…
A potem mówię:
To i tak bez znaczenia…
Na razie!
W autobusie obserwuję ludzi…
Tak samo jak my
Obrzucają się
Milionami półprawd
Proroctw nie wyważonych
Lub gładkich zdań
dla zachowania pozorów
Normalności
Najprawdziwsza jest cisza
Zadziwia mnie wielością znaczeń…
(Dla H.D., 0.09.2006)
Potem były już tylko same sukcesy. Ateńska poetka wysłała swoje prace do
redakcji pisma Cogito
w Polsce. Wiersze się spodobały, spotkały z gorącym przyjęciem
i zostały opublikowane. Potem były dwa tomiki wydane przez Książnicę Podlaską w
Białymstoku: Ludziom wystarczy szarość i Jonasz.
W tym roku, już w Atenach, ukaże
się kolejny tom wierszy pt. Żółte kwiaty – w wersji polskiej i greckiej.
–
I tomik Ludziom wystarczy szarość, i Jonasz poświęcony był w całości
obserwacjom zachowań ludzkich. Nie ma już we mnie buntu jako takiego. Dziś z wielką
przyjemnością obserwuję ludzi. Przyglądam się im na ulicy, w metrze czy w autobusie.
Tym ludziom często wystarcza szarość… którą rozumiem jako przeciętność, a może
też i strach przed wyznaczeniem sobie jakichkolwiek celów. Bo ludzie generalnie
boją się zmian. Nie to, że ich nie chcą.Sama siebie za taką nie uważam. Ja nie
bardzo mogę usiedzieć w jednym i tym
samym miejscu i wciąż szukam czegoś nowego.
Tytułowy wiersz II tomiku pt. Jonasz poświęciłam mężczyźnie, który mieszkał w
mojej dzielnicy
w Białymstoku, niedaleko od ulic Mickiewicza i Jagiellońskiej, w starym
drewnianym domku, jakich tam dużo. Chłopak ten, starszy o kilka lat ode mnie, chodził do
mojej podstawówki. Od dawna był też postrachem całej dzielnicy. Jonasz, bo tak go
nazwałam, połykał żyletki, zjadał powoli rowery, brał narkotyki, robił różne
dziwne rzeczy.
Jonasz postanowił pewnego dnia sporządnieć.
Ożenił się i podjął prace w zakładach poligraficznych przy Mickiewicza. Tam też stracił rękę i został
kaleką. Wówczas odeszła od niego żona razem z dziećmi
i Jonasz popadł w obłęd.
Jonasz! Jonasz!
W brzuchu wielkiej ryby -
- w drewnianym domu na przedmieściach miasta
Dzielnica śliska
Pokryta mułem i łuską
nad twarzą Jonasza gadające chmury
Zupełnie bez Aniołów
“Joni” bez dłoni
W brzuchu śliskiej dzielnicy
Rozśmiesza los do rozpuku
I wrzeszczy do zegarka
Że lecą samoloty
Że świat już dawno spłonął
Że nie ma co ratować…
Jonasz durnowaty
Jest od dawna sam
Ma łydki całe w strupach
I tylko jedną rękę
Łzy drążą mu policzki
Spadają na ulicę
Wsiąkają w piach
W moich tomikach są różne wiersze. Część z nich jest o mnie, część o ludziach,
których obserwuje. Mam zamiar niektóre z nich opublikować także w Grecji, w dwóch
wersjach językowych: polskiej i oczywiście greckiej, które sama tłumaczyłam z pomocą
ateńskich wykładowców we wspomnianym już tomiku Żółte kwiaty. Chce też zostać
na stałe w Grecji i o powrocie do kraju nie myślę.
Leszek Wątróbski - tekst i zdjęcie
>>do góry
>>artykuły i opinie
>>home
| |


|