Warszawa, ul. Marszałkowska
- zdj. Betaki Lachtara (zdj. z
października i grudnia br.);
slide-clip Jeta0
Barbara
Dalecka -
"Między
Marszałkowską a Ermu"
Po raz pierwszy do Grecji przyjechałam
w 1999 roku i nigdy nie sądziłam, że naprawdę nadejdzie dzień,
gdy postanowię osiąść tu na stałe. Jednak obecnie
historia mojego krótkiego, choć bogatego żywota dzieli się
na dwie epoki: tzw. wieki ciemne1, tj. okres sprzed 1999
roku, i „greckie” oświecenie po 1999 roku. Z czasem w ciągu
licznych podróży oświecenie ze swoimi nowatorskimi teoriami na
temat skąpanej
w słońcu, a niekiedy też w śmieciach –
Hellady, przeszło w romantyzm. Nie raz w tejże epoce, z zapałem
godnym Don Kichota, stawiałam czoła
różnicom dzielącym kulturę południową i środkowoeuropejską.
Mnie wychowano na bajce o Kopciuszku,
a greckie babcie opowiadały wnukom o
wędrówce Odyseusza czy figlach gromowładnego Zeusa. Stąd
też niejeden „gromowładny” Grek marszczył
przede mną czoło, gdy spokojnie wyjaśniałam, że talerze
nóg nie mają i same do zlewu nie trafią.
U schyłku epoki romantyzmu, kiedy
Byron poległ pod Mesolongi – ja skapitulowałam na widok pewnego
Kreteńczyka i tak zaczęła się moja mozolna praca u podstaw w
dobie pozytywizmu, która trwa
do dziś. Ukończyłam wydział filologii nowogreckiej na
Uniwersytecie Warszawskim, podjęłam nieco monotonną pracę
biurową, przetłumaczyłam z przyjaciółką tomik
poezji greckiej czy wreszcie obie zaangażowałyśmy się w
animację kultury greckiej w Polsce i przygotowania do Olimpiady w 2004
roku. Zwieńczeniem
tej pracy u podstaw byli moi polscy i greccy „wychowankowie”. Moja
przyjaciółka, która wieczorami studiowała ze mną
materiały z uniwersyteckiego lektoratu języka nowogreckiego
i zdawszy
egzamin otrzymała certyfikat znajomości języka z Uniwersytetu im.
Arystotelesa
w Thesalonikach. Beniaminek – laureat konkursu mitologicznego.
Gosia, która od niedawna mieszka na Cyprze. Andreas, Jorgos, Iza, Ania,
Ewa i moja ulubienica – 7- letnia
Wiktoria, która pod moim okiem uczyła się pisać i czytać
swoje pierwsze angielskie słówka..
We wrześniu ubiegłego roku niespodziewanie nadszedł moment, w którym dokonałam wyboru między Ermu a Marszałkowską. Wiedząc, co mnie czeka, a także, będąc świadoma, ile jeszcze nie wiem o Grekach i Grecji – podjęłam decyzję, żeby tu przyjechać.
Przygotowania ciągnęły się długo i mozolnie, choć sądziłam, że będzie mi łatwo, bo znamy się z Grecją od wielu lat, to jednak kiedy ściskałam Wiktorię i jej mamę, zakręciła mi się w oku łezka.
Ateny, ul. Ermu zdj. i
slide-clip Jeta0
(zdj. z czerwca i grudnia br.)
Początki w Atenach nie były i nie są łatwe. Uśmiechnięci Grecy chętniej czytają
w moich oczach niż
w starannie opracowanym CV. Długo też nie słyszałam polskiego języka, a mam do niego szczególny sentyment i zawsze chętnie pomagałam innym w gramatyczno- stylistycznych agonach. Jednak tu
w Atenach mam tylko jedną polskojęzyczną przyjaciółkę – kiedy przyjechałam po raz pierwszy do Grecji znałam już angielski, a wkrótce nauczyłam się greki klasycznej i nowogreckiego. Byłam tak ciekawa tego kraju i jego mieszkańców, że po prostu chłonęłam każde słowo. Uczyłam się Grecji z autopsji, wykorzystując w praktyce zdobytą wiedzę uniwersytecką. Od Afrodyty i Lefterisa nauczyłam się gotować, z rodziną Kateriny spędziłam moją pierwszą Paschę, a z Mariną odwiedziłam Eginę, na której Kazantzakis napisał swoje legendarne dzieło – Greka Zorbę. Wszyscy ci ludzie i wielu innych, pomogli mi odnaleźć się w mojej ojczyźnie z wyboru. Przez te lata z niektórymi z nich straciłam kontakt, ale większość nadal wytrwale towarzyszy mi w moich wyprawach śladami kultury greckiej – tej „wysokiej” w muzeach, teatrach i tomikach poezji, i tej popularnej, kiedy razem nucimy piosenki Charis Aleksiju.
Czasem nauka kultury i obyczajowości greckiej – to czysta przyjemność, a czasem istna tortura w postaci lekcji cierpliwości i pokory wobec aparatu telefonicznego, który nie dzwoni.
Od wczoraj jestem szczęśliwą posiadaczką własnych czterech kątów i tarasu, który aż się prosi
o kwiaty. Trochę tęsknię za „przyszywaną” grecką rodziną, u której mieszkałam do tej pory, ale chciałam niezależności. Tymczasem nowe mieszkanie odkrywa przede mną swoje tajemnice. Młody chłopak, który tu mieszkał zakochał się szczęśliwie. A starsza pani, po której objęłam to mieszkanie i cztery na wpół dzikie koty, harcujące pod limonką na tarasie, wkrótce wychodzi za mąż. Oby i mnie udzieliła się aura tego miejsca i już Eros wie, pod jaki adres ma kierować strzały!
Zamartwiałam się jak znajdę i urządzę moje ateńskie cztery kąty, a tu dostałam gotowe mieszkanko ze sprzętami domowymi poprzedniej lokatorki. Bogini Tyche jest kapryśna i wielka, i niech nam obu sprzyja na nowej drodze życia. Mogę przestać rozmyślać o żelazku ze spryskiwaczem czy teflonowej patelni, oddając się niewypowiedzianej tęsknocie za dwudziestoma kartonami mojego księgozbioru. Opasłymi słownikami, gramatykami o wyblakłych stronicach czy literaturą piękną, gdzie honorowa półka przypadła Kreteńczykom oczywiście.
Na razie jednak na ateńskim bruku zaprzyjaźniłam się z szewcem, bo zdzieram buty w poszukiwaniu zajęcia dla filologa z uprawnieniami pilota wycieczek, doświadczeniem w pracy biurowej, dorobkiem tłumacza oraz postawą filhellena uświadomionego w greckich realiach. Wczoraj na Ermu usłyszałam „ta klarina” – przystanęłam i razem z Grekami wsłuchiwałam się w znaną melodię. Przypomniało mi się, jak mnie wzruszył napis „wyprzedaż” po grecku na witrynie jednego z markowych sklepów na Marszałkowskiej. Małe, a cieszy!
Zbierałam skrawki tej mojej ojczyzny z wyboru w różnych miejscach, żeby teraz ułożyć je w całość, którą zagrały mi klarina na Ermu. Ścierając kurze na półce zauważyłam, że ktoś zostawił mi w spadku Pana Tadeusza, a tuż obok podręczniki do nauki nowogreckiego. Tak oto moje dwukulturowe dziedzictwo pyszni się na półce w oczekiwaniu na kartony z zawartością księgozbioru znad Wisły. Poprzednia lokatorka mojego mieszkania dała mi też telefon do redakcji polskiej gazety, żebym „giętki język” ćwiczyć mogła. Narząd nieużywany zamiera, o czym przypominam sobie ilekroć w słomianym zapale trafiam na półkę
z moim licealnym podręcznikiem do niemieckiego. Chyba jednak zostanę przy angielskim i nowogreckim,
a z moją nową grecką sąsiadką z Kalavrity posadzimy na tarasie moje ukochane róże, dalie i tulipany.
Każdy z Was ma własną historię i własny obraz Grecji, którym być może chciałby się na łamach
tego portalu z nami podzielić. Serdecznie zapraszamy.
1 Określenie „wieki ciemne” odnosi się w historii Grecji do okresu 1200 p.n.e. – polowa VII w.p.n.e., z którego zachowały się nieliczne świadectwa archeologiczne – oraz lat okupacji tureckiej 1453-1821; potocznie często wiekami ciemnymi w historii powszechnej określa się epokę średniowiecza.
-------------------------------------------------------------------------------------
PS Pani Barbara udziela korepetycji z
języka greckiego, angielskiego i polskiego >>
tel. 697 166 37 00 >>do góry >>wstecz (artykuły i opinie)
>>home
Program FrontPage.
Wyszukiwarka Microsoft Explorer, Mozilla
Firefox
i Google Chrome - rozdzielczość 1280x1024