|
Koncerty:
-
informacje
>>
-
zdj. i wideo >>
Wystawy>>
Teatr >>
-
zdj. i wideo
>>
Wykłady>>

Radio i telewizja>>
| |

"Nigdy
dokładnie nie policzeni..."
Rozmowa z Marzeną Krulak -
kierownikiem Wydziału Konsularnego
Ambasady RP w
Atenach.

-
Jak liczna jest dziś Polonia grecka?
- Polacy mieszkający w Grecji nie zostali nigdy dokładnie
policzeni. Jest to praktycznie niewykonalne. Nawet w okresie, kiedy władze
greckie przeprowadzały legalizację cudzoziemców, to
zaledwie 5 do 7 tys. ludzi skorzystało z tego dobrodziejstwa.
Natomiast pozostała większość przebywa tu nadal nie do
końca legalnie. Jest przy tym dodatkowo duża rotacja. Ludzie nadal
przyjeżdżają tu do pracy. Tym, którym się nie
udaje, wracają do Polski. W takiej sytuacji naprawdę trudno dokładnie
określić liczbę naszych rodaków mieszkających czy
przebywających w Grecji.
-
A jak wyglądają
dane szacunkowe?
-Przyjmujemy, że aktualnie na terytorium Grecji przebywa od 35 do 40
tys. Polaków, z których zdecydowana większość
mieszka w Atenach. To są nasze polskie dane szacunkowe. Władze
greckie żadnych takich danych nigdy nie podawały.
-
Jakie były etapy emigracji Polaków do Grecji?
- Najnowsza i największa fala polskiej emigracji do Grecji to lata
osiemdziesiąte. Grecja była przeważnie dla nich krajem
tranzytowym w drodze do Kanady. Wielu jednak rodaków zdecydowało
się, już tu na miejscu, na pozostanie w Grecji na stałe. Jeśli
chodzi o okres wcześniejszy, to trafiały do Grecji głównie
kobiety, które wychodziły za mąż za obywateli
greckich. Można tu jednak mówić wyłącznie o
dziesiątkach, a nie setkach takich wypadków.
- Grecję zamieszkiwali też wcześniejsi
emigranci…
- Wśród nich byli m.in.: Zygmunt Minejko i Jerzy Iwanow
Szajnowicz. Pierwszy z nich był emigrantem politycznym, który
opuścił kraj po upadku Powstania Styczniowego, a potem szefem robót
publicznych w Atenach oraz pradziadkiem Andreasa Papandreu - prezesa PASOK -
Ogólnogreckiego Ruchu Socjalistycznego. Drugi synem oficera
rosyjskiego i Polki, urodzonym
w Warszawie w roku 1911, współpracującym z greckim
ruchem oporu, prowadzącym działalność wywiadowczą i
sabotażową. Był m.in. organizatorem siatki wywiadowczej, która
zdobywała i przesyłała informacje o niemieckich instalacjach
wojskowych w Grecji, ruchach wojsk niemieckich i włoskich, konwojach płynących
do Afryki Północnej. Dzięki jego informacjom Anglicy mogli
dokładnie niszczyć konwoje morskie oraz militarne instalacje Niemców
i Włochów. W grudniu 1941 został zdradzony przez
przyjaciela i aresztowany przez Gestapo. Znaną
postacią w Grecji, z najnowszej emigracji, jest również
Jacek Gmoch, trener piłkarski.
- Najlepiej zorganizowana w Grecji jest Polonia ateńska…
- W Atenach istnieje wiele niezależnych od siebie organizacji
polonijnych i polsko-greckich. Kilka lat temu podjęta nawet została
próba ich zjednoczenia, niestety nieudana. Przygotowania do powstania
Rady Polonii Greckiej prowadzone były przez kilka organizacji
polonijnych, przez kilka lat. Dziś w Grecji istnieje 14 organizacji
polonijnych. Niestety, nie wszystkie z
nich działają do końca zgodnie z wymaganiami prawa. Jedna z
tych organizacji, Niezależny Związek Polonii Greckiej, nie uporządkowała
do końca swoich spraw formalnych i posiada aż dwa zarządy.
W czasie rozmów zmierzających do powstania Rady Polonii
Greckiej pozostałe organizacje polonijne próbowały przekonać
prezesów obu tych zarządów, aby się dogadali i powołali
jeden wspólny, albo aby jedna z organizacji przyjęła inną
nazwę. Do porozumienia jednak nie doszło. Nie bardzo wiem, czy
rozmawiającym zabrakło dobrej woli, czy zadecydowały o tym
jakieś zupełnie inne przyczyny.
- Jakie inne problemy do rozwiązania stoją
dziś przed Polonią grecką?
- Myślę, że dla współczesnej Polonii greckiej
najważniejsza jest dziś oświata. W polskich rodzinach jest
wiele dzieci. Niektóre z nich
urodziły się już poza krajem. Nic więc dziwnego, że
dla ich rodziców najważniejsza jest
polska szkoła. Zdecydowana ich większość chce, aby
dzieci uczyły się nadal po polsku, gdyż czują awersję
do szkół greckich, co jest to dla mnie zupełnie niezrozumiałe.
Szkoły greckie nie odbiegają bowiem swoim poziomem od szkół
polskich. A jeśli jeszcze dodatkowo ktoś chce związać
swoje życie z Grecją, to zdecydowanie byłoby korzystniej, aby
ich dziecko uczyło się po grecku i dorastało w nowym środowisku.
Miałoby przez to łatwiejszy start i całe swoje dorosłe
życie. Wyjście poza tzw. polskie getto byłoby dla niego
naprawdę korzystne pod każdym względem i nie musiałoby
wcale prowadzić do pełnej asymilacji. Taki krok prowadziłby
zdecydowanie do dwukulturowości. Polskie dzieci mogłyby też
nadal chodzić do polskiej szkoły sobotniej prowadzącej zajęcia
uzupełniające. Tak się już zresztą dzieje. Wiele
polskich dzieci z Aten, uczęszczających na co dzień do szkół
greckich, przyjeżdża do naszej szkoły na lekcje polskiego,
historii, geografii i religii.
- Polska szkoła w Atenach, dla dzieci polskich
czasowo przebywających poza granicami kraju, powiększała
przez lata obszar "polskiego getta"…
- Tak to w pewnym sensie wyglądało. Nasze dzieci przebywały
praktycznie cały czas
w środowisku polskim i nie miały greckich kolegów. Uczyły
się wprawdzie języka i kultury greckiej, ale aby dobrze poznać
język, to trzeba się nim posługiwać na co dzień.
Dwie czy trzy godziny greckiego na tydzień sprawy nie załatwiają.
Człowiek, który nie zna i nie akceptuje kultury kraju, w którym
żyje, nie może tam normalnie funkcjonować. Znam wiele
przypadków, że dziewczęta po maturze w polskiej szkole
chodziły później ze swoimi matkami sprzątać
domy,
a chłopcy z ojcami pracować na budowie. Oni przecież bez
dobrej znajomości miejscowego języka mogą tylko podjąć
pracę fizyczną i wykonywać tylko takie zawody, jak ich
rodzice.
- W Atenach jest jeszcze polskie duszpasterstwo…
- Tzw. polski kościół, choć formalnie jest
to katolicka parafia grecka, stanowił i nadal stanowi ważne
miejsce w życiu tutejszej Polonii. Kościół jest
przecież wspólnotą, do której należą
prawie wszyscy Polacy. Tam się też modlą, biorą ślub,
chrzczą swoje dzieci i spotykają po nabożeństwach.
Polskie duszpasterstwo jest również miejscem, do którego
zaglądają Polacy
w Grecji nasi rodacy przyjeżdżający do Grecji po raz
pierwszy. W okolicach kościoła, dokładnie na ścianach
ogrodzenia, funkcjonuje mała giełda pracy. Poszukujący i
zlecający pracę zawieszają tam swoje oferty. Także w
okolicach kościoła ulokowało swoje siedziby wiele polskich
sklepów sprzedających towary z kraju, w tym polskie gazety i
filmy. Polscy księża są też bardzo zaangażowani
w różnego rodzaju pomoc swym rodakom, którzy zostali dość
nieprzychylnie potraktowani przez los. Pomagają też dzieciom, dla
których organizują dodatkowe zajęcia. Przy
parafii istnieje wreszcie klub anonimowych
alkoholików, zwalczający ten okropny nałóg, w który
wpadło tu, niestety, wielu naszych rodaków.
- A co dobrego dla Polonii robi polska ambasada?
- Staramy się robić jak najwięcej. Ograniczają
nas jedynie możliwości finansowe. Najwięcej jednak sił
poświęcamy młodemu pokoleniu. Wspieramy polską szkołę
poprzez m.in. dofinansowywanie wyposażenia i pomocy dydaktycznych. W
ubiegłym roku dofinansowaliśmy również wycieczki
dzieci ze szkoły polskiej oraz biwaki harcerskie. Pomagamy też, w
miarę możliwości, wszystkim innym rodakom. Nie jest to jednak
wcale łatwe, zwłaszcza że wiele osób tu przyjeżdżających
nie ma żadnego zabezpieczenia, ani na powrotny bilet, ani na ewentualne
leczenie. Kłopot pojawia się w momencie, kiedy taka
nieubezpieczona osoba ulega jakiemuś wypadkowi. My nie dysponujemy
funduszami na leczenie obywateli RP poza granicami kraju. Nie pokrywamy też
kosztów ich transportu do ojczyzny.
- Pani Konsul pracuje w Atenach już pięć
lat…
- Jestem z wykształcenia prawnikiem. Za kilka miesięcy
kończy mi się czas pobytu w Grecji
i wracam do pracy do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie, gdzie
zatrudniona jestem od roku 1990.
Rozmawiał Leszek Wątróbski
Szczecin
(Goniec 31 III - 6 IV 2006)
do góry
| |


|