Na tegoroczną Paschę zostałyśmy zaproszone przez rodzinę naszej greckiej przyjaciółki do ich rodzinnego domu na Eginie. Według mitologii, nazwa wyspy pochodzi od imienia nimfy Aeginy (córki boga rzeki Asopusa) uwiedzionej przez Zeusa. Nimfa urodziła mu syna Ajakosa, pierwszego króla wyspy i dziadka sławnego trojańskiego bohatera Achillesa. Obecnie Egina słynie nie tylko z orzechów pistacjowych (które są tu najsmaczniejsze), ale również winogron, oliwek, fig i migdałów.
Jak większość Ateńczyków, wyruszyłyśmy w piątek rano do portu w Pireusie, gdzie odstawszy swoje w kolejce po bilety wsiadłyśmy na statek. Po godzinie i 15 minutach byłyśmy już na Eginie, gdzie w porcie czekała na nas nasza gościnna gospodyni – Pani Flora Ritsu. Pani Flora przygotowała dla nas wielkopostny obiad – kalamarakia
z kitharakia (rodzaj makaronu) i sałatkę z soczewicy. Wyjątkowo na stole nie było serów, gdyż Wielki Piątek to w Grecji dzień żałoby. Nie należy spożywać produktów zwierzęcego pochodzenia, jak mleko, sery czy jajka. Najczęściej tego dnia robi się zupę z tachini (pasta z sezamu).
Dzień wcześniej, w Wielki Czwartek, kościół prawosławny obchodzi pamiątkę Ostatniej Wieczerzy
i ukrzyżowania Chrystusa. O północy kobiety przybierają kwiatami Grób Chrystusa. Wielki Piątek to dzień, w którym odwiedza się groby zmarłych i składa pokłon przed Grobem Chrystusa. My również po popołudniu udałyśmy się na cmentarz, gdzie złożyłyśmy kwiaty na grobie seniorki rodu – babci Kuli. Pani Flora objaśniła nam, że w Atenach z powodu braku miejsca po kilku latach odkopuje się zmarłych, dzieli się kości i te od mostka w górę składa się w urnie w przykościelnej kaplicy, zaś pozostałą część składa się we wspólnym grobie. Na
Eginie nie praktykuje się tego zwyczaju. Istnieją groby rodzinne, na których za szybką ustawia się fotografie zmarłych. Na każdym grobie stoi też „wieczna lampa” i małe kadzidełko, w którym rozpala się węgielek, a następnie kładzie na nim aromatyczne zioła. W ten sposób okadza się grób, tak jak wiernych w kościele podczas uroczystości. Niestety, tak jak w Polsce, wizyta na cmentarzu dla wielu stanowi tylko okazję do pokazania się w nowym ciuszku przed sąsiadami. Po cmentarzu udałyśmy się do pobliskiej cerkwi, by pokłonić się przed Grobem Chrystusa – grecki
epitafios. Najpierw należało trzykrotnie uczynić znak krzyża na pamiątkę Trójcy Świętej. Grecy żegnają się nieco inaczej niż katolicy, bo na ramionach od prawej do lewej, kładąc rękę na sercu. Uczyniłyśmy trzykrotny znak krzyża
i ucałowałyśmy całun przykrywający Grób Pański w miejscach ran Chrystusa.
Około 21.00 powtórnie udałyśmy się do cerkwi, by wziąć udział w
procesji.
W kulminacyjnym punkcie liturgii wybrani mężczyźni wynoszą Grób Chrystusa na swoich ramionach na zewnątrz. Poprzedzają ich ministranci ubrani w bogato haftowane złotem szaty liturgiczne. Za nimi podążają dwie chorągwie.
Na Eginie panuje zwyczaj, że w porcie spotykają się epitafioi z trzech największych cerkwi miejskich – metropolitarnej, świętego Nektariosa (patrona wyspy) i Matki Bożej. Po odśpiewaniu hymnów i trenów żałobnych procesja rozdziela się na trzy i każdy epitafios powraca do cerkwi.
W Wielką Sobotę obchodzi się tzw. „małe zmartwychwstanie”. My zaczęłyśmy od farbowania jajek na czerwono i pieszej wędrówki do monastyru patrona wyspy, Świętego Nektariosa. Odwiedziłyśmy też jego skromną celę
i grób. W tym czasie zakonnice wraz z mężczyznami przygotowywały na zewnątrz cerkwi podniesienie, z którego o północy pop miał ogłosić zmartwychwstanie. W drodze powrotnej z gór do miasteczka napełniłyśmy kieszenie rosnącym w klasztornym ogrodzie rozmarynem. Z góry, z której schodziłyśmy, rozciągał się widok na błękitne morze. W oddali widziałyśmy zarys konturów wyspy Salaminy i miasta Megara w pobliżu Koryntu. Po powrocie do domu spróbowałyśmy domowego wypieku
tsureki, na które załączamy przepis, jako na tradycyjne ciasto paschalne. Tego dnia ciotka Froso przywiozła nam też własnej roboty chleb z pieca opalanego węglem, który w centralnym punkcie miał zapieczone ufarbowane na czerwono jajko. Kiedy nadszedł wieczór udałyśmy się do cerkwi metropolitarnej na wieczorne nabożeństwo, trzymając w rękach paschalne świece –
lambady. Przez cały czas, z szacunku dla panujących zwyczajów, ubrane byłyśmy w spódnice sięgające za kolano, ponieważ kobiety w spodniach są źle widziane w kościele. Udało nam się dotrzeć do cerkwi przed deszczem. Prawosławna liturgia trwała mniej więcej od 21.00 do 2.00 nad ranem. W zwykłe niedziele trwa ona około 3 godzin i towarzyszą jej śpiewy kantorów bez akompaniamentu organów, które nie istnieją
w kościołach prawosławnych. Pomimo panującego tłoku udało się nam sfotografować w cerkwi honorowe miejsce pierwszego prezydenta Grecji nowożytnej – Kapodistriasa i balkon, na którym jeszcze w XIX wieku zasiadały kobiety, podczas gdy mężczyźni modlili się na dole, w nawie głównej świątyni. O północy pop przy akompaniamencie hymnów bizantyjskich i dzwonów oraz wybuchu petard, które wręcz zagłuszały całą uroczystość, ogłosił zmartwychwstanie Chrystusa. Wierni jeden od drugiego zapalali swoje świece, które następnie należało przynieść do domu, aby zagościło w nim święte światło, przeżegnać nimi wejście, odganiając złe duchy i błogosławiąc domowi oraz mieszkańcom. Od tej świecy zapala się lampkę, która powinna się palić do następnego roku. Po jutrzni paschalnej, jak wszyscy Grecy, udałyśmy się do domu, żeby spożyć z naszymi gospodarzami paschalną
majiritsę. Rano po tzw. liturgii miłości, w czasie której należy pozdrawiać wszystkich wiernych pocałunkiem w oba policzki i słowami „Chrystus zmartwychwstał!”, udałyśmy się jak inni do domu, żeby upiec na rożnie jagnię. U nas był koziołek, co nierzadko zdarza się na wyspach. Nasze plany popsuł przelotny deszcz i koziołek zamiast na rożnie został przyrządzony w piekarniku. Efekt końcowy naszym zdaniem był jeszcze lepszy, gdyż koziołek był bardziej soczysty. Oprócz mięsa na stole pojawiły się sery i sałatka, a na deser słodkości – tsurekia, kulurakia i mazurek kajmakowy, świąteczny prezent od nas z polskim
akcentem.
W
Wielki Poniedziałek gospodyni uraczyła nas koziołkiem, ale tym
razem z cukiniami nadziewanymi serem feta. Ku naszemu zaskoczeniu większość
sklepów była otwarta, zaś tawerny działały od rana do
nocy, ciesząc się liczną klientelą. Port pełen był
spacerujących Greków i turystów, których z łatwością
rozpoznawałyśmy po zbyt lekkim jak
na tę porę roku i pogodę stroju. Kilku nawet odważyło
się zażyć kąpieli, podczas gdy Grecy nadal chodzili w
kozaczkach i kurtkach. My wybrałyśmy się na kawę i pamiętałyśmy
o imieninach pana domu – Jorgosa. W Grecji ważniejsze od urodzin
są imieniny. Co zaś do imienin Jorgosa, ponieważ przypadają
one w okresie Wielkiego Postu, co roku kalendarz podaje datę zastępczą,
na którą zostaje przeniesione to święto. Po raz pierwszy
spotkałyśmy się z tzw. „ruchomymi imieninami”.
Poniedziałkowy wieczór spędziłyśmy na górnym pokładzie statku do Pireusu, ponieważ w salonie zabrakło miejsc. Ateńczycy wracali do domów i do pracy, a my wraz z nimi – rozleniwione, przejedzone, obładowane świątecznymi smakołykami i zmarznięte, bo wieczory nadal są chłodne. Wszyscy znajomi i nieznajomi jeszcze w duchu niedzielnej „liturgii miłości” składali sobie życzenia przy każdej okazji – tak wypada jeszcze przez 4 tygodnie. W sklepie, na poczcie i wszędzie do „dzień dobry” czy „do widzenia” należy dodać życzenia świąteczne.
My
zmęczone po podróży, jak już znalazłyśmy taksówkę
w zatłoczonym porcie, zostałyśmy podjęte kolacją w
Pireusie, gdzie czekało na nas między innymi galaktoburekio. Po takiej
porcji smakołyków będziemy musiały przejść na poświąteczną
dietę! Świątecznie i ciepło życzymy czytelnikom
wszystkiego najlepszego – Christos Anesti! Chronia polla!
Tradycja wielkanocna w różnych regionach Grecji
Chalkidiki (północna Grecja)
Przez cały Wielki Tydzień, ale szczególnie w wieczór Zmartwychwstania, wyjątkowa atmosfera panuje w Uranopolis, gdzie rozlegają się psalmy bizantyjskie śpiewane przez mnichów ze świętej góry Athos. W Wielki Piątek we wszystkich klasztorach o północy odbywa się procesja z symbolicznym grobem Chrystusa, oczywiście wyłącznie z udziałem mężczyzn.
Liturgia Wielkanocy odbywa się w Ogrodzie Matki Boskiej o 2.00 w nocy, a dzwony biją we wszystkich klasztorach, niosąc wieść o Zmartwychwstaniu. Rano w niedzielę wielkanocną podaje się świąteczny posiłek, na który w tym regionie składa się m.in. zupa rybna i ryba, a od południa mnisi śpiewają hymny Liturgii Miłości w 7 językach.
Jerissos (północna Grecja)
Miejscowym zwyczajem jest tu taniec, który odbywa się trzeciego dnia Paschy. Po modlitwie najstarsi mieszkańcy rozpoczynają taniec, a następnie po kolei dołączają się pozostali mieszkańcy, tak że korowód często ma ponad 500 metrów długości. Mieszkańcy wsi spożywają wspólnie tsurekia, jajka i kawę gotowaną w wielkim kotle. Tańce są kontynuowane do wieczora na głównym placu wioski.
Kalamata (Peloponez)
Istnieje tu pewien zwyczaj, który wywodzi się z czasów wojny z Turkami w 1821 r. – walka „hord”. Walczący, ubrani w tradycyjne stroje i uzbrojeni w strzały, czyli papierowe rurki wypełnione prochem, inscenizują walkę, którą stoczono przed wiekami na polach Mesenii.
Litochoro (wioska u stóp Olimpu)
W Wielki Czwartek wieczorem panny ozdabiają symboliczny grób Chrystusa kwiatami z tkaniny, które przygotowują w czasie Wielkiego Postu. W Wielki Piątek procesje z grobem Pańskim z różnych kościołów spotykają się w jednym miejscu, tworząc barwne widowisko.
Hydra (wyspa w Zatoce Sarońskiej)
W Wielki Piątek procesja z grobem Chrystusa wchodzi do morza i tam odprawiana jest liturgia. Następnie procesje z różnych kościołów spotykają się w głównym porcie.
Kreta
Procesji z symbolicznym grobem Chrystusa towarzyszy palenie kukły Judasza.
ËáìðÜäá (lambada)
– staroż. ëáìðÜò (-áäïò), słowo pochodzi od czasownika ëÜìðù –
świecić. Jest to świeca, której używa się z okazji różnych uroczystości kościelnych, jak chrzest, ślub, pogrzeb. Podczas świąt Wielkanocy zapala się świece, jedną od drugiej, na mszy Zmartwychwstania, aby zanieść do domu święte światło Chrystusa.
ÅðéôÜöéïò (epitafios) – podstawowe znaczenie słowa to napis, epigramat, który znajduje się na nagrobku. Drugie znaczenie dotyczy symbolicznego grobu Chrystusa, który ozdabia się kwiatami i niesie podczas procesji w Wielki Piątek. Jest to jakby mała lektyka, w której na ozdobnej serwecie ustawia się figurkę lub ikonę przedstawiającą ukrzyżowanego Chrystusa.
Ïâåëßáò (owelijas) – od staroż. Ïâåëüò (owelos) – linia pozioma, potem rożen, nazywa się tak jagnię pieczone na rożnie w niedzielę wielkanocną.
Tsureki
Składniki:
1 kg mąki do tsurekia (np. Robin Hood)
1 filiżanka mleka
200 gr świeżych drożdży
200 gr masła
1,5 filiżanki cukru
5 jajek
Skórka z 2 pomarańczy i 1 cytryny
Przyprawa machlepi
1 filiżanka koniaku
Migdały do przystroju
1) W filiżance letniego mleka rozrabiamy drożdże, dodajemy ¾ filiżanki mąki i zostawiamy w ciepłym miejscu na ponad 2 godziny. Najlepiej przykryć naczynie folią spożywczą, na to ręcznikiem i owinąć w koc.
2) Masło ubijamy mikserem na niskich obrotach i następnie dodajemy stopniowo cukier, potem jajka po jednym. Ubijamy nie dłużej niż 10-12 minut.
3) Pozostałą mąkę przesiewamy, mieszamy z machlepi i skórką pomarańczową i cytrynową i ½ łyżeczki soli.
W dużej misce mieszamy masę z jajek z drożdżami i koniakiem, dodajemy stopniowo mąkę z przyprawami. Ciasto wyrabiamy delikatnie ręką, musi być miękkie.
Na koniec, gdy ciasto nie przykleja się już do ścianek miski, dodajemy 3-4 łyżki oleju kukurydzianego, aby oczyścić ręce z ciasta. Zostawiamy ciasto do wyrośnięcia na 3-5 godzin przykryte czystą ściereczką. Następnie jeszcze raz delikatnie wyrabiamy i zostawiamy co najmniej na pół godziny w ciepłym miejscu, aby „odpoczęło”. Wyrabiamy ciasto i układamy na blasze, formując tsurekia (jak chałkę). Smarujemy po wierzchu roztrzepanym żółtkiem jajka, zdobimy migdałami i zostawiamy w ciepłym miejscu. Pieczemy w temperaturze 190°C około 25 minut, z opcją pieczenia góra-dół.
SMACZNEGO!
Barbara Dalecka
Zdjęcia: Dagmara Połeć
Dagmara Połeć
Przepisy i gościna: Flora Ritsu z rodziną
sabel@poczta.wp.pl
Slide Show - Jeta0