|
Koncerty:
-
informacje
>>
-
zdj. i wideo >>
Wystawy>>
Teatr >>
-
zdj. i wideo
>>
Wykłady>>

Radio i telewizja>>
| |

3.
Polscy jezuici w Atenach
Proboszczem katolickiej parafii Chrystusa Zbawiciela w Atenach jest grecki jezuita ks.
Dimitrios Dalezios. Razem z nim pracuje tam jeszcze włoski oraz trzech polskich jezuitów:
ks. Jacek Paluchniak
(na zdjęciu), ks. Andrzej Pełka i ks.
Jerzy Mordarski. Parafia Chrystusa Zbawiciela jest oficjalnie parafią grecką. Grecy stanowią
tam jednak zaledwie niewielki jej procent. Zdecydowana większość tamtejszych parafian to
Polacy. W niedziele odprawianych tam jest 6 Mszy św.: jedna po grecku, a pięć po polsku.
Polscy jezuici przyjechali do Aten - opowiadał
mi ks. Jacek Paluchniak, koordynator ateńskiej parafii - na zaproszenie miejscowego
ordynariusza ks. bpa Mikołaja Foskolosa, który prosił o to prymasa Polski ks. kard. Józefa
Glempa. Początkowo były to tylko wizyty doraźne. Jezuici przyjeżdżali do Aten do pomocy
przy spowiedziach wielkanocnych, w okresie przed Bożym Narodzeniem albo
w czasie wakacji letnich, w drodze z rzymskich uczelni do Polski. W Atenach zatrzymywali się zazwyczaj
na kilka tygodni.
Na stałe w ateńskiej parafii pracowali wcześniej
wyłącznie greccy jezuici. Nasi greccy współbracia powiadali mi, że spowiadając
Polaków, obie strony - a więc spowiednicy i spowiadający się, używali dwujęzycznej listy
grzechów. Osoba spowiadająca się wskazywała palcem na grzech znajdujący się na liście.
To wszystko już, na szczęście, tylko historia.
Polonia grecka to zjawisko ostatnich piętnastu, może dwudziestu kilku lat. Osiadła tam
najpierw emigracja solidarnościowa, a po roku 1989 ekonomiczna. Początkowo Grecja była
przystankiem
w drodze do Kanady. Z Grecji, lat dziewięćdziesiątych, stosunkowo łatwo było
uzyskać emigracyjną wizę do Kanady. Dziś mówi się tam, może trochę humorystycznie,
że obecna Polonia to ludzie, którym się do Kanady nie udało jednak wyjechać.
Większość naszych polskich parafian - opowiadał
dalej ks. Jacek Paluchniak - przyjeżdżała do Grecji z myślą o wakacjach lub zaledwie
kilkumiesięcznym pobycie zarobkowym. Zostawali jednak rok, dwa. Wielu z nich nadal
myśli o powrocie do kraju i mieszka tu na walizkach. Kiedyś w czasie kolędy rozmawiałem
z naszymi rodakami, którzy wracają do kraju już od 10 lat i nadal mają nadzieję, że do
niego jeszcze kiedyś wrócą. Inna rodzina opowiadała mi, że już 3 razy wracała z Grecji do Polski na
stałe. Sprzedawali za każdym razem swoje meble i zostawiali mieszkania. Po kilku miesiącach jednak
ponownie wracali, za każdym razem z myślą, że tylko na jakiś określony czas.
Ja mieszkam w Atenach i pracuję od roku 1999. Przede mną byli też inni polscy jezuici.
To dzięki nim udało się tu m.in. zorganizować polską szkołę katolicką. Decyzja o jej
zorganizowaniu była próbą zajęcia się polskimi dziećmi, które wówczas do greckich szkół
nie chodziły, których ciężko pracujący rodzice nie mieli czasu się nimi zająć. Pierwsza
polska szkoła katolicka znajdowała się w pobliżu naszego kościoła.
Powstanie szkoły związane było z poszukiwaniami
polskich nauczycieli oraz funduszy na jej funkcjonowanie i z potrzebą znalezienia
odpowiednich świadectw dla absolwentów. Szkoła, sama z siebie, nie miała żadnych praw.
Dopiero po przyjeździe delegacji MEN z Warszawy sprawę udało się doprowadzić do korzystnego
dla wszystkich końca. Przez kolejne lata przyjeżdżała do nas w czerwcu komisja
egzaminacyjna z Ministerstwa Edukacji Narodowej i przeprowadzała egzaminy z każdego
przedmiotu, wydając następnie prawdziwe polskie świadectwo. W roku 1997 doprowadzono
do połączenie naszej szkoły z inną podobną i do powołania polskiej szkoły przy
Ambasadzie RP w Atenach, do której uczęszcza dziś 1200 uczniów.
Nikt dokładnie nie wie, ilu Polaków mieszka dziś w Atenach. Czy jest ich 15, 25 czy
więcej tysięcy. Według informacji ks. Paluchniaka, na niedzielne Msze św. przychodzi do
kościoła około 2,5 tysiąca rodaków, a w okresie świąt Wielkiej Nocy czy Bożego
Narodzenia nawet 5 tysięcy.
Jakieś dziesięć lat temu było zawieranych w Atenach około stu ślubów rocznie. Później
było dużo chrztów. Dziś i małżeństw, i chrztów jest zdecydowanie mniej. Wielu naszych
parafian zawiera związki małżeńskie w Polsce. Łatwiej i taniej jest bowiem pojechać do
kraju, niż zapraszać tu, do Grecji, dwie duże rodziny. Zdarzają się też, coraz częściej,
małżeństwa mieszane zawierane w cerkwi prawosławnej.
Przy naszej parafii istnieje wiele różnych grup. Uczymy tu też religii polskie dzieci, które
uczęszczają do greckich szkół. Jest też grupa dzieci i młodzieży, którą przygotowujemy do
sakramentu bierzmowania. Raz na miesiąc, na terenie parafii, spotyka się wspólnota
jasnogórskiej rodziny różańcowej. We wtorki grupa ojca Pio. W czwartki charyzmatyczna
grupa odnowy w Duchu św. Są też grupy: ewangelizacyjna, formacyjna, poradni AA itd.
Wydajemy też własny 8-stronicowy biuletyn parafialny, w formacie A 4,
z dużą ilością przedruków, który spełnia funkcję formacyjno-informacyjną.
Alkoholizm jest nadal wielką plagą naszej społeczności. Siedemdziesiąt pięć procent
zgonów spowodowanych jest przedawkowaniem. Z upijaniem się na śmierć spotykamy się
w Atenach, niestety, ciągle jeszcze zbyt często. Podobnie zdarza się z narkotykami. Wczoraj
pochowałem młodą narkomankę, która przedawkowała.
Praca duszpasterska w Grecji jest zupełnie inna niż w Polsce czy we Włoszech. W
Grecji katolicy są mniejszością. Kontaktów ekumenicznych praktycznie nie ma. Obok
naszego kościoła, przez jakieś cztery lata, wisiał ogromny transparent z napisem:
prawosławie albo śmierć. Tak wyglądał dawny grecki sposób na ekumenię.
Pracowałem w Krakowie w duszpasterstwie akademickim. Zapraszaliśmy tam
duchownych różnych wyznań, aby podzielili się z nami nauką i zasadami życia swoich
Kościołów. Chciałem robić coś podobnego w Atenach. Zwróciłem się więc do księży
prawosławnych z podobną propozycją. Niestety. Jeden tłumaczył się, że ma w tym czasie
ślub, inny, że dużo wcześniej zaplanowaną konferencję, itd. Tylko jeden przyznał się, że nie
przyjdzie, choćby chciał, bo boi się reakcji swego prawosławnego środowiska. Takie są
tu realia ekumenizmu.
Znam kilku duchownych prawosławnych. Pozdrawiamy się na cmentarzu, kiedy
wejdziemy na siebie w czasie pogrzebu. Kiedyś, ale było to daleko poza Atenami,
odprawiałem nabożeństwo żałobne w cerkwi prawosławnej. Ich ksiądz, aby mi na to
pozwolić, musiał użyć wielu zabiegów. Jego bezpośredni zwierzchnik nie udzielił mu
odpowiedniej zgody. Musiał interweniować u swego biskupa, który wreszcie zgody udzielił.
Trochę lepiej układają się nam stosunki z protestantami.
Religijność naszych parafian, jak na całym świecie, jest różna. Są osoby żyjące głęboko
ewangelią na co dzień, są też katolicy tradycyjni. Nie wiemy też naprawdę, ilu Polaków
mieszka w Atenach. Może nawet i 40 tysięcy. Jeśli jednak z tej grupy regularnie w
niedzielnych nabożeństwach uczestniczy 2,5 tys. parafian, to nie jest to wcale zbyt dużo.
Nasi ateńscy parafianie pochodzą najczęściej z małych polskich miasteczek i ze wsi, z
rejonów, gdzie panuje największe bezrobocie, głównie: ściana wschodnia, Karpaty i
Dolnośląskie. Oni prawie wszyscy
w swych dawnych środowiskach chodzili do kościoła. Tutaj wtapiają się w wielkie miasto i... czekają. Wielu
z nich trafia w końcu do naszej parafii i przeżywa ponowne nawrócenie.
Ks. Jacek Paluchniak ukończył wcześniej automatykę
na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Studiował jednocześnie teologię na Papieskiej
Akademii Teologicznej. Następnie przez kilka lat pracował, jako inżynier, w biurze studiów
i projektów energetycznych. Wówczas poczuł powołanie i w roku 1989 wstąpił do jezuitów. Po
święceniach kapłańskich, w roku 1995, pracował przez dwa lata we Włoszech,
w mediolańskiej parafii, zdobywając doświadczenia w tzw. parafialnych komórkach
ewangelizacyjnych. Przed wyjazdem do Grecji, w roku 1999, pracował jeszcze w jezuickich
domach rekolekcyjnych
w Zakopanem i Czechowicach-Dziedzicach.
Leszek Wątróbski
Goniec (24-31.03.2005)
>>do góry
>>wstecz
>>home
| |


|