|
Koncerty:
-
informacje
>>
-
zdj. i wideo >>
Wystawy>>
Teatr >>
-
zdj. i wideo
>>
Wykłady>>

Radio i telewizja>>
| |

Polska szkoła na Santorini
Santorini
to jedna z najładniejszych wysp greckich Cyklad, na której od
kilkunastu lat mieszają także i Polacy. Dostać się na nią
można promem z Pireusu w osiem godzin lub w ciągu trzech z Krety oraz
samolotem z Aten – zaledwie w 40 minut.
Wyspa ma prawie 30 km długości i od 1,5 do 5 km szerokości. Ma
pochodzenie wulkaniczne i około 9 tysięcy mieszkańców poza
sezonem. Od maja do września odpoczywają tam dziesiątki tysięcy
turystów.
Polonia na Santorini liczy obecnie ponad stu rodaków, mieszkających
na niej od kilkunastu lat. Większość
z nich zapuściła
już tam swoje korzenie, niektórzy zaś myślą i mówią
o powrocie. Pracują przeważnie fizycznie, ale żyją godnie,
lepiej od wielu rodaków w kraju. Ich decyzja o wyjeździe z Polski
miała zazwyczaj podłoże ekonomiczne.
Otwarcie filii
Staraniem rodziców udało się we wrześniu ubiegłego
roku otworzyć w stołecznej Fira filię Zespołu Szkół
Polskich im. Z. Mineyki istniejącej od lat przy Ambasadzie RP w Atenach.
„Na jej powstanie na Santorini było spore zapotrzebowanie
– opowiadała mi Edyta Łabęda – kierowniczka filii. – Na
naszej wyspie od lat mieszkali przecież Polacy, którzy chcieli, aby
ich dzieci uczęszczały na zajęcia do polskiej szkoły.
Comiesięczne wyprawy do Aten były zbyt wielkim wysiłkiem dla
samych dzieci
i ich rodziców. Do powołania filii w Fira potrzebnych
było minimum 25 dzieci. Okazało się, że jest ich znacznie więcej
i formalnych przeszkód w jej powstaniu nie było. Wystarczyło wówczas
złożyć odpowiedni wniosek w Atenach i …szkoła jest”.
Kierowniczka filii szkoły Edyta Łabęda pracowała wcześniej
w Atenach prowadząc kursy maturalne z polskiego i historii
w prywatnym ośrodku
nauczania. Do Grecji przyjechała z rodzicami i bratem, kiedy była w VI
klasie szkoły podstawowej. Tam też zrobiła maturę, a na
studia wyższe wróciła do Polski. Do Grecji pojechała
ponownie zaraz po obronie pracy magisterskiej. Ciągnęło ją
do rodziny, przyjaciół i ciepłego klimatu.
„Jak byłam w Polsce, to bardzo tęskniłam za Grecją –
opowiadała mi pani Edyta. – Jak jestem w Grecji, to ciągle myślę
o kraju. Jestem więc ciągle rozbita i chyba tak będzie przez
wiele najbliższych lat. Moim marzeniem jest stała praca w Polsce i możliwość
częstych przyjazdów do Grecji, chociaż na wakacje. Grecja ma w
sobie jakiś magnes, kto choć raz tu przyjedzie, zawsze wraca. Podobnie
myślą moi znajomi. Mam tu koleżanki z doktoratami, które
na co dzień sprzątają mieszkania i do Polski nie chcą wracać.
Podobnie myślą tutejsi rodacy, którzy Polskę kochają,
ale wolą tu żyć i tu wysyłać swoje dzieci do polskiej
szkoły”.
Koniec nudy
Życie na Santorini poza sezonem jest nudne. Nic tam się praktycznie
nie dzieje. Trwają jedynie remonty obiektów turystycznych na okres
letni. Można też oglądać telewizję. Tak robią nasi
rodacy, korzystający tam nagminnie z polskiej telewizji satelitarnej.
Polacy żyli przez lata na Santorini trochę obok siebie. Nie było
wspólnych spotkań, wspólnego obchodzenia świąt.
Ludzie woleli się omijać, niż się ze sobą spotykać
i rozmawiać. Taki stan rzeczy zmieniła zdecydowanie szkoła. Na
wyspie robi się normalnie.
„W przygotowaniu klas do nauki pomagali nam rodzice – kontynuowała
rozmowę kierowniczka filii na Santorini. – Czynnie uczestniczyli w
malowaniu ścian w naszych klasach oraz we wszystkim, o co ich poprosiłam.
Teraz bardziej wymagają niż pomagają. Chcą, aby w naszej
szkole ciągle coś się działo. Mają też czasem
pretensje do stopni swoich dzieci, uważając że powinny dostawać
tylko najwyższe oceny. Uważają, że jestem zbyt wymagająca.
Tłumaczę potem dzieciom, że na lepszą ocenę materiał
trzeba znać naprawdę dobrze. Nie mogę przecież postawić
najwyższej oceny dzieciom, które nie mogą same przeczytać
z zeszytu tego, co w domu napisała jej mama albo tata. Może dlatego
mam czasem małe spory z rodzicami.
W mojej klasie jest tylko dwoje dzieci z małżeństw mieszanych. Te
dzieci rozmawiają w domu po grecku i z językiem polskim mają
jeszcze trochę problemów. Pozostałe dzieci mają rodziców
Polaków. One po polsku mówią dobrze. Mają jednak kłopot
z pisaniem i czytaniem.
Nasza szkoła jest placówką uzupełniającą i zajęcia
odbywają się tylko w weekendy. Jeśli dzieci mają pomoc w
domu, to nauka przebiega sprawnie. Dobrze, jeśli matka lub ojciec mogą
raz albo dwa razy w tygodniu zajrzeć do ich zeszytów. Wtedy i nam
pracuje się z nimi lepiej, a efekty nauki są bardziej widoczne.
Dzieci chodzą często do szkoły, bo tak chcą ich rodzice.
Rodzicom naprawdę zależy, aby wychować je w atmosferze polskiej,
aby znały historię i geografię swojego starego kraju. Aby do
nauki przekonać nie do końca zdecydowane na to dzieci, próbuję
uczyć je także poprzez zabawę. Musimy też pamiętać
o realizacji programu, który jest taki sam, jak w innych szkołach
uzupełniających. Metody nauki natomiast dostosować musimy do
konkretnych naszych możliwości. Uzupełniamy np. literaturę
filmami na dvd. Dzieciom jest wtedy dużo łatwiej zrozumieć treść
książki i lepiej poznać literaturę. Pamiętamy przy tym,
że tutejsze dzieci mają dużo zajęć pozalekcyjnych,
takich jak: angielski, komputery, balet czy zajęcia sportowe.
Nadal odczuwamy też brak odpowiednich pomocy dydaktycznych. Mamy tylko
jeden używany komputer. Przydałyby się słowniki, filmy
popularno-naukowe na dvd. Przez pewien czas mieliśmy kłopoty z
elektrycznością i telefonem. Mimo że jesteśmy placówką
nietypową, musimy sobie jakoś radzić, dla dobra dzieci.
Nasza szkoła jest na Santorini naprawdę potrzebna. Tak uważa
m.in. tutejszy proboszcz ks. Nikolaos Kokalakis, z którego gościnności
i życzliwości korzystamy na co dzień. Jego zdaniem, szkoła
stworzyła niepowtarzalną okazję do wspólnych spotkań
Polaków. Ostatnia wigilia, po raz pierwszy w historii wyspy organizowana
przez szkołę, zgromadziła prawie wszystkich rodziców
naszych uczniów i dała im okazję do wzajemnego poznania się.
Nasz proboszcz był zaskoczony tak licznym udziałem Polonii, która
stanowi tu duży procent wiernych. Spotkanie to pokazało, jak dużo
dobrego można wspólnie zrobić. Trzeba tylko chcieć.
Ja też się mocno w życie szkoły zaangażowałam, także
cała moja rodzina. Starałam się też od samego początku
utrzymywać dobre kontakty ze wszystkimi rodzicami. Z jednymi poszło
bardzo dobrze, z innymi trochę trudniej. Nadal jednak nie tracę
nadziei i liczę, że nauka w polskiej szkole zbliży do siebie
dzieci i ich rodziców i że Santorini stanie się polskim ośrodkiem
edukacyjnym dla całych greckich Cyklad, na których także
mieszkają dziś Polacy”.
Większa rodzina
Drugą polską nauczycielką pracującą od ubiegłego
roku w Fira jest pani Mariola Klatka, nauczycielka najmłodszych dzieci.
„Pochodzę z Wałbrzycha – opowiadała mi przed zajęciami
plastycznymi – …
z dzielnicy, w której kiedyś były kopalnie
węgla,
a dziś nie ma już nic i panuje duże bezrobocie. Praca
na wyspie była dla mnie życiowym wyzwaniem. Podjęłam ją
na okres jednego roku szkolnego.
Zdawałam sobie sprawę, że będzie to praca od podstaw i
nauczanie zintegrowane w moim przypadku. Szkoła była bowiem dopiero w
stanie organizacyjnym. Brakuje mi teraz pomocy dydaktycznych. Mój bagaż
był ograniczony i wszystkiego zabrać nie mogłam. Musiałam,
obok szkolnych pomocy, przywieźć ze sobą ubrania na trzy pory
roku. Na książki nie zostało więc zbyt wiele miejsca.
Tutejsze dzieci porównuję czasem z moimi z Wałbrzycha, gdzie
mieszkam na stałe. One są naprawdę zadbane i dopilnowane przez
rodziców
i przeważnie dobrze nastawione do nauki. Szczególnie
te najmłodsze. W Grecji dzieci idą do szkoły o rok wcześniej.
Zerówka zaczyna się
w wieku 5 lat, a nie jak u nas w wieku 6. Dzięki
temu są manualnie dobrzej przygotowane do nauki. Nie mają np. żadnych
kłopotów
z trzymaniem ołówka czy pisaniem. Jedyny kłopot,
to fakt, że jeszcze nie wszystkie dzieci dobrze rozmawiają po polsku i
nie zawsze rozumieją mnie do końca.
Powoli też dorabiamy się tu wszystkiego. Mamy już biurko, szafę
i półki. Korzystamy też ciągle z wielkiej życzliwości
proboszcza i parafii katolickiej oraz rodziców. Mamy też przyjaciół
wśród Greków.
Mamy ponadto kilkoro polskich dzieci z Krety. One do nas czasem dojeżdżają.
Ja zaglądam do nich raz na miesiąc na sobotę
i niedzielę.
Prowadzę tam wspólne zajęcia, na prośbę ich rodziców.
Łatwiej jest bowiem i taniej dojechać na Kretę jednej
nauczycielce, niż dzieciom i ich rodzicom. Mamy tam na dziś sześcioro
dzieci plus jedną osobę, jako wolnego słuchacza. Tamtejsi rodzice
chcą, aby ich pociechy uczyły się polskiego w naszej szkole”.
Szkole na Santorini udało się skupić wokół siebie
wielu Polaków. Ludzie zaczynają ze sobą rozmawiać i
spotykać się. Ten proces będzie jeszcze trwał, ale już
dziś można stwierdzić, że Polacy zaczynają tam budować
większą rodzinę.
Tekst i fot.: Leszek Wątróbski
/Dziennik Polski
14.03.2007
Polska szkoła na Santorini -
" O nas - Wśród Nas"/
| |


|