Grecko-polski net   
  gr-pl.net                               WIADOMOSCI - INFORMACJE - POLONIA GRECKA       
                                                          
Autor: Janina M. (Jeta0)          Kontakt:  janina.gr.pl@gmail.com

Home ] Up ] Ludziom wystarczy szarosc... ] Wspolczesna diaspora polska ] Polacy w Grecji ] Rady i wskazowki ] [ Wielkanoc w Grecji ] Pascha na Eginie ] Marszalkowska-Ermu ] Slowa klucze ] Od rzeczy do rzeczy ] Filozofia od kuchni ] Viva El Greco! ] Zaciagnac osla przed oltarz ] Rodos ] Kawalerowie Rodyjscy ] Tlepolemos i H. Dendritis ] Oblubienica Heliosa ] Achaja ] Narodziny Bizancjum ] Pokonujac mosty ] Chios - Mesta ] Kreta - Heraklion ] Nigdy dokladnie nie ... ] Rodacy z Lamii ] Polscy jezuici w Atenach ] Polski biznes w Atenach ] Malarstwo z zycia... ] Polscy tworcy z Aten ] Budowanie przyjazni ] Santorini - Szkola Polska ] CEZiA ] Polacy z Chanii ] List gr. anarchisty ] Rozruchy w Grecji ] Uklad Schengen ] Ciekawe linki ] Polonia grecka ] H paramonh twn Xristougennwn ]

 

Koncerty:
           
- informacje >>
        
- zdj. i wideo >>

Wystawy>>

  
Teatr >>
       - zdj. i wideo >> 

j0289897.jpg (24450 bytes)Wykłady>>


Radio i 
telewizja>>


                                                                         "WIELKANOC  W  GRECJI"

Wielkanoc w Atenach (w 2000 roku)

      Wieczorem w domu Christina zaczęła gotować typową wielkanocną zupę – nazywała się magirica.
Oczywiście musiałam się temu przyglądać.
– Wiesz – mówiła do mnie – pierwszy raz ją gotuję i nie wiem, czy będzie dobra. Dotąd zawsze jadaliśmy ją u Ioannisa matki, ale w tym roku jest inaczej, bo przecież przyjechałaś do nas.
– Mówiłam, że będę problemem. Ioannis przerwał krojenie koperku i popatrzył na mnie.
– Jeśli jeszcze raz coś takiego powiesz, to po raz pierwszy w życiu po prostu się na ciebie obrażę.
– Signomi, Ioanni, naprawdę signomi.
W kuchni wspaniale pachniało, a w potężnym garnku gotowała się wielka głowa barana. Pod wpływem gotowania stawała się mniejsza i mniejsza. Christina zaczęła kroić w maleńkie kawałki ugotowaną wcześniej baranią wątrobę wrzucając je do wywaru - głowę barana wyrzuciła już wcześniej. Dodała jeszcze drobno pokrojoną cebulę, potem ryż, sok z cytryny, koperek, jakieś przyprawy.
– Może nie będzie taka zła – zastanawiała się głośno.
– Jestem pewna, że będzie doskonała – powiedziałam.
Na kuchennym stole stały ciastka wielkanocne. Grecy nazywali je kulurakia, a ja oczywiście podjadałam.
Christina nakryła stół w salonie – wyglądał pięknie. Dostrzegłam trzy duże ciasta ze znajdującą się w środku pisanką
– przypominały mi rodzime chałki. Wszędzie wokół stały talerze z czerwonymi pisankami – to Maria tak je wszystkie pomalowała. Kilka pomalowała na żółto i niebiesko, ale nie podobało się to Ioannisowi i zwrócił jej uwagę: według niego do tradycji należały tylko czerwone pisanki.

      Przed północą wszyscy wyszliśmy do pobliskiego kościoła. Ioannis kupił pięć świec: chudych i wysokich.
W kościele rozpoczęła się już ta najważniejsza w całym roku msza w Grecji: Anastasi. Wewnątrz kościoła jak i wokół niego zgromadziło się wiele osób. Na przykościelnym placu urządzono ołtarz, gdzie po północy przybyli wszyscy tamtejsi księża. Jeden z nich wyniósł z kościoła zapaloną świecę i wszyscy wierni w ten sposób, początkowo od jej światła, a potem od sąsiednich zaczęli zapalać swoje świece. Atmosfera była bardzo podniosła i wzrastała z każdą minutą. Kiedy główny ksiądz krzyknął: – Christos Anesti (Chrystus zmartwychwstał), czułam wyraźną radość wśród zebranych. Wywarło to na mnie niesamowite wrażenie a w głębi duszy cieszyłam się ze zmartwychwstania Chrystusa razem z Grekami. Ioannisowie stali gdzieś dalej, a ja tuż przy samym ołtarzu – przecież musiałam wszystko dokładnie obejrzeć. Dostrzegłam, że ludzie zaczęli się całować mówiąc sobie wzajemnie: – Christos Anesti i odpowiadając: – Alithos Anesti (Prawdziwie powstał). Pojawiły się fajerwerki
– na znak radości, a wszystko to tak bardzo mnie wzruszyło.
Wróciłam do Ioannisów, a oni wszyscy mnie pocałowali.
– To „Pocałunek miłości”, tak się nazywa – wyjaśnił mi Ioannis.
Zapaliłam swoją świecę od ich światła i poszliśmy do domu. Po drodze Ioannis wypytywał mnie o wszystko, co czułam
w czasie tej uroczystości. Dla niego i Christiny tak ważnym było, że nareszcie, po tylu latach, mogłam wziąć udział w tej wyjątkowej mszy. Cały czas nieśliśmy zapalone świece i nikomu żadna nie zgasła, a to dobry znak, także dla mnie. Przed domem Ioannis dymem ze swojej świeci narysował krzyż na framudze drzwi zewnętrznych.

      W domu Christina podgrzała obiad i zasiedliśmy do stołu. Jedliśmy magiricę – tę zupę, którą wcześniej Christina gotowała. Musiałam przyznać, że była doskonała. Potem na stole pojawiły się pieczone ziemniaki w ziołach, kawałki owcy oraz sałata. Piliśmy białe wino „Santorini”, które kupiłam wracając z Plaki. Nie znałam greckich win, ale to wszystkim smakowało, co mnie cieszyło.
Ioannis zarządził tłuczenie jajek. Wygrała Christina – jej czerwona pisanka najdłużej pozostała niestłuczona, a to oznaczało, że właśnie jej będzie się szczęścić przez cały rok.
– Czy wiecie, jak olbrzymim przeżyciem jest dla mnie wszystko to, w czym biorę udział? – zapytałam. – Tyle lat o tym czytałam, a dziś właśnie mogę tego doświadczać. Efcharisto para poli – podziękowałam im z głębi serca.
Byłam doprawdy bardzo wzruszona. Jedliśmy te ciastka – kulurakia, długo w nocy słuchaliśmy pieśni wielkiej greckiej postaci Meliny Mercouri.
– Wiecie, tak bardzo jestem wam wdzięczna, że mogę w tak ważnym dla was dniu być właśnie tutaj, z wami, w moich Atenach.

Niedziela wielkanocna w Grecji (2000 r.)

      Znowu się stresowałam: niedziela wielkanocna, a oni mi powiedzieli o dzisiejszym rodzinnym spotkaniu w większym gronie. Poczułam się bardzo niezręcznie.
– Zostanę w domu, w Atenach, i doprawdy nie jest to dla mnie żadnym problemem – powiedziałam.
– Posłuchaj mnie, Betaki – zaczął Ioannis przy wspólnej porannej kawie - mam wrażenie, że ze szczęścia, iż znowu jesteś
w Grecji, zupełnie pomieszało ci się w głowie. Jedziemy wszyscy do letniego domu siostry Christiny, nad Zatokę Koryncką. Będzie tam mój przyjaciel ze studiów we Francji, który jest mężem siostry Christiny, ich dzieci oraz moja teściowa. Oni wszyscy od dawna tyle o tobie słyszeli, widzieli cię na zdjęciach, wiedzą, że miałaś przyjechać, żeby spędzić z nami Paschę,
i cieszą się, że nareszcie cię poznają. Czy to rozumiesz?
– Przepraszam ale nie chciałabym sprawiać kłopotów swoją osobą. Jak powinnam się ubrać?
– Swobodnie, zupełnie swobodnie: to letni dom i bardzo luźna atmosfera.

      Wyjechaliśmy z Aten, w których dziś o tak wczesnej porze ruch na ulicach był niewielki. [......] okazała się być niedużą miejscowością na Peloponezie. Letni dom siostry Christiny – Marii, i jej męża, Nikosa, usytuowany był po lewej stronie szosy: główna część wioski znajdowała się po stronie prawej. Domem i jego położeniem byłam zachwycona: wzniesiono go na wzgórzu, a po tej stronie nie było innych zabudowań. Z ogrodu roztaczał się piękny widok: na doliny pełne drzew i krzewów. Przyjęto mnie tu bardzo ciepło: wszyscy okazali się być przesympatycznymi ludźmi. Obok domu urządzono palenisko i już piekło się w nim kokoreci.
– To jedno z typowych naszych dań wielkanocnych – wyjaśniła mi matka Christiny stojąca przy palenisku, ale to wyjaśnienie przetłumaczył Angelos: jego babcia nie mówiła po angielsku. Miałam wrażenie, że znam tych ludzi od dawna i czułam się tu zupełnie swobodnie.

      Zasiedliśmy przy wielkim stole, który postawiono na ogrodowym tarasie, tuż przy palenisku. Najpierw pojawiły się przystawki: ośmiornice, choriatiki, najprzeróżniejsze rodzaje oliwek i feta pokrojona w duże kawałki, polana oliwą. Do tego mnóstwo białego wina własnej roboty, którego spore ilości wypił Ioannis, ale i Angelos.
Doszło do zabawnych sytuacji: Christina się wściekła wykrzykując, że przez Ioannisa jej ukochany syn zostanie z pewnością alkoholikiem. Tłumiłam śmiech, ale Ioanni wcale się z nim nie krył, podobnie zresztą jak Angelos: ten miał już 21 lat i nie był małym dzieckiem. Christina krzyczała, a Ioannis z synem tak świetnie bawili się przy
dźwiękach greckiej muzyki z wysp, że nawet zaczęli śpiewać, w czym dzielnie pomagali pozostali.
– Ioannisie, kiedy zaczniesz tańczyć? – podeszłam do niego i prawie szeptem go zapytałam, nie chcąc, aby Christina to słyszała.
– Jeszcze parę szklanek tego wina i wejdę na stół!
Po zjedzeniu przystawek zaczęliśmy jeść kokoreci. Ależ to było doskonałe! Wspaniała wątroba barania upieczona w jelitach
– z pewnością z jakimiś przyprawami. Po kokoreci – czas na danie główne: niesamowita ilość baraniny, pieczonych ziemniaków i misy sałaty. Z przerażeniem patrzyłam na te ilości wspaniałego jedzenia: Grecy chwytali mięso w ręce i tak zajadali. I cały czas to pyszne wino…
Tłukliśmy oczywiście czerwone pisanki – tym razem najdłużej cała pozostała pisanka syna gospodarzy i to jemu będzie się szczęściło przez cały rok. Małej Marii było przykro: ani w nocy w domu ani tutaj nie udało jej się wygrać.
Doliną wędrowało niezliczone stado kóz: pobrzękiwały dzwoneczkami co świetnie było słychać w ogrodzie.
Wszyscy mieli doskonałe nastroje – z wyjątkiem Christiny. Ta była oburzona na męża.

      Kiedy gospodyni zaczęła stawiać ciasta na stole zdecydowałam iść na spacer do wioski – nie byłam w stanie zjeść już czegokolwiek. Wcześniej uzgodniłam z Christiną, że pójście na spacer już po jedzeniu nie będzie niczym nietaktownym. Miałam ochotę wypić frappe, ale gospodarze jej nie pili, stąd bardzo przepraszali za brak odpowiedniej kawy. Ioannis chciał wsiąść
w samochód i pojechać do kafenionu po frappe.
– Nie, Ioannisie, absolutnie nie. Naprawdę chętnie pospaceruję trochę.
Poza wszystkim zbyt dużo wypił wina, żeby już teraz prowadzić samochód.

Wielkanoc w Meteorach  (w 2003 roku)

      Wjeżdżaliśmy samochodem na górę tą drogą, którą wcześniej oglądaliśmy, a która trochę mnie w dzień przerażała jeśli myśleć o jeździe nocą. Wszystkie te obawy okazały się zupełnie niepotrzebne: na górę sunął powoli sznur samochodów, światła samochodu poprzedzającego ciągnęły nas za sobą. Nikt nikogo nie wyprzedzał bo i niełatwo byłoby potem wepchnąć się pomiędzy samochody.
Już na górze część samochodów skręcała w prawą stronę, tam gdzie cztery klasztory, a część – w lewo, tam gdzie dwa pozostałe, w tym Agios Stefanos, który matka Ioannisa wybrała dla mnie na tę szczególną w Grecji noc. Droga po obu stronach była zastawiona samochodami, stąd Jerry podwiózł nas do klasztoru, a sam zawrócił
szukając miejsca do zaparkowania. Ależ tłumy ludzi się tutaj gromadziły! Większość trzymała w dłoniach świece i strasznie żałowałam, że wcześniej o tym nie pomyślałam. Zapomniałam, zupełnie zapomniałam o tej świecy i było mi przykro.
Weszliśmy na teren klasztoru. W kościele trwało już nabożeństwo, ale oczywiście nie sposób było tam wejść. Stanęliśmy na dziedzińcu, przy głównym ołtarzu, gdzie jeszcze takich tłumów jak w kościele i wokół niego - nie było. Podeszłam do balustrady i popatrzyłam na Kalambakę, którą już dziś z tego miejsca oglądałam, ale jakże inną. Teraz zbliżała się północ, była ciemna noc, a w dole można było dostrzec setki świateł – piękny to widok z tego miejsca. Ludzi przybywało, a my zajęliśmy doskonałe miejsce: przecież musiałam wszystko dokładnie zobaczyć. O dźwięk się nie obawiałam – wszędzie były pozawieszane głośniki. Stałam wśród Greków i słuchałam
przepięknych śpiewów mniszek. Mniszki śpiewały w kościele, ale doskonale je było słychać przez głośniki.
Pieśni, a może jakieś psalmy brzmiały wspaniale: bez muzyki i śpiewane na dwa głosy. Wkrótce Grecy zaczęli zapalać swoje świece – jedną od drugiej. Kiedy na to patrzyłam, poczułam ukłucie w sercu: - Dlaczego zapomniałam? Dlaczego ja nie mam? – miałam do siebie straszny żal.
Patrzyłam na to wszystko i zastanawiałam się, czy naprawdę tu jestem. Jeden z klasztorów w Meteorach, dokoła ciemna noc, rozgwieżdżone niebo, w dole rozświetlona Kalambaka, wokół mnóstwo Greków ze świecami czekających na zmartwychwstanie Chrystusa, śpiewy mniszek, budynki klasztorne tylko lekko podświetlone małymi reflektorkami – i ja w tym wszystkim. Coś mnie chwytało za gardło ze wzruszenia, a wewnątrz czułam przyjemne ciepło. Patrzyłam na to wszystko jak zaczarowana.

      Mniszki ustawione w dwóch rzędach wyszły z kościoła ze śpiewem na ustach, a pomiędzy nimi szedł stary pop ubrany bardzo uroczyście. Zmierzali do ołtarza, przy którym stałam i chłonęłam to wszystko całą swoją duszą. Pop zaczął coś czytać
z wielkiej starej księgi, a mniszki od czasu do czasu chórem mu odpowiadały. Nie rozumiałam, ale czułam. Znowu zaczęły śpiewać: raz jeden rząd, raz drugi.
Pop znowu czytał, a one odpowiadały. Światło świec wokół, wielkie skupienie, mniszki znowu śpiewają, ciemność wokół…
– Christos Anesti! – krzyczy pop.
Bicie dzwonów tuż nad moją głową, wielka radość, poruszenie.
Dzwony biją, mniszki śpiewają…..
„ Boże drogi: Chrystus zmartwychwstał, a ja w Meteorach!” – przemknęło mi przez myśl. 
Dla mnie też zmartwychwstał, bo skoro tu jestem, to też to czuję, też to wiem, choć u mnie w Polsce Chrystus zmartwychwstał tydzień wcześniej. Dziś jednak zmartwychwstał znowu i ja to czułam stojąc na dziedzińcu
klasztoru Agios Stefanos w Meteorach. Wielkie to dla mnie przeżycie.
Grecy zaczęli się całować – to pocałunek miłości.
Mniszki z popem wróciły do kościoła.
Powoli, bardzo powoli, opuszczaliśmy teren klasztoru, a z kościoła wciąż słychać było śpiew mniszek.
– Dzięki ci losie, że mogłam tu być właśnie dziś, właśnie teraz – szepnęłam.
Przypomniałam sobie co tutaj, w Meteorach, powiedziała do mnie Christina trzy lata wcześniej: „Wyobraź sobie jak tu musi być podczas Anastasi”.
Potrafiłam sobie to wówczas wyobrazić, a dziś tego doświadczyłam.
Jak pięknie jest realizować nasze marzenia!

      Śniadanie w hotelu mnie zaskoczyło: wśród talerzy z wędlinami i serami dostrzegłam misę pełną czerwonych jajek, co było dla mnie wielką niespodzianką.
Po śniadaniu zaproponowałam Jerremu i Tygrysowi tłuczenie tych jajek:
– W końcu jesteśmy w Grecji, a dziś grecka Wielkanoc.
Nie zauważyłam u nich wielkiego entuzjazmu, ale dostosowali się do greckiej tradycji.
W tłuczeniu jajek odpadłam pierwsza, a wygrał Jerry i to jemu będzie się szczęścić przez cały rok.
Weszłam do kuchni po sok i zobaczyłam leżącego na dużym stole całego barana przygotowanego do upieczenia na rożnie. Spojrzałam w jego oczy:
– Do widoku tych oczu nigdy się nie przyzwyczaję – westchnęłam, odwracając się w drugą stronę.
Starsza Greczynka podała mi dzbanek z sokiem pomarańczowym:
– Christos Anesti – pozdrowiłam ją.
– Alithos Anesti – odpowiedziała zaskoczona, ale z wielką radością.

Betaki Lachtara 
                                                                                                     
czyt. także "Rady i wskazowki" >>                    
zobacz  stronę Autorki  >> 

                                                                                                     do góry>>             Home>>                                                               

Hit Counter

   





           Program FrontPage. Wyszukiwarka Microsoft Explorer, Mozilla Firefox i Google Chrome - rozdzielczość 1280x1024