|
Koncerty:
-
informacje
>>
-
zdj. i wideo >>
Wystawy>>
Teatr >>
-
zdj. i wideo
>>
Wykłady>>

Radio i telewizja>>
| |

"WIELKANOC
W GRECJI"
Wielkanoc w Atenach (w 2000 roku)
Wieczorem w domu Christina zaczęła gotować typową wielkanocną
zupę nazywała się magirica.
Oczywiście musiałam się temu przyglądać.
Wiesz mówiła do mnie pierwszy raz ją gotuję i
nie wiem, czy będzie dobra. Dotąd zawsze jadaliśmy ją u
Ioannisa matki, ale w tym roku jest inaczej, bo przecież przyjechałaś
do nas.
Mówiłam, że będę problemem. Ioannis
przerwał krojenie koperku i popatrzył na mnie.
Jeśli jeszcze raz coś takiego powiesz, to po raz pierwszy w życiu
po prostu się na ciebie obrażę.
Signomi, Ioanni, naprawdę
signomi.
W kuchni wspaniale pachniało, a w potężnym garnku gotowała się
wielka głowa barana. Pod wpływem gotowania stawała się
mniejsza i mniejsza. Christina zaczęła kroić w maleńkie kawałki
ugotowaną wcześniej baranią wątrobę wrzucając je
do wywaru - głowę barana wyrzuciła już wcześniej. Dodała
jeszcze drobno pokrojoną cebulę, potem ryż, sok z cytryny,
koperek, jakieś przyprawy.
Może nie będzie taka zła zastanawiała się głośno.
Jestem pewna, że będzie doskonała powiedziałam.
Na kuchennym stole stały ciastka wielkanocne. Grecy nazywali je kulurakia,
a ja oczywiście podjadałam.
Christina nakryła stół w salonie wyglądał pięknie.
Dostrzegłam trzy duże ciasta ze znajdującą się w środku
pisanką
przypominały mi rodzime chałki. Wszędzie wokół
stały talerze z czerwonymi pisankami to Maria tak je wszystkie pomalowała.
Kilka pomalowała na żółto i niebiesko, ale nie podobało
się to Ioannisowi i zwrócił jej uwagę: według niego
do tradycji należały tylko czerwone pisanki.
Przed północą wszyscy wyszliśmy do pobliskiego kościoła.
Ioannis kupił pięć świec: chudych i wysokich.
W kościele rozpoczęła się już ta najważniejsza w
całym roku msza w Grecji: Anastasi. Wewnątrz kościoła
jak i wokół niego zgromadziło się wiele osób. Na
przykościelnym placu urządzono ołtarz, gdzie po północy
przybyli wszyscy tamtejsi księża. Jeden z nich wyniósł z
kościoła zapaloną świecę i wszyscy wierni w ten sposób,
początkowo od jej światła, a potem od sąsiednich zaczęli
zapalać swoje świece. Atmosfera była bardzo podniosła i
wzrastała z każdą minutą. Kiedy główny ksiądz
krzyknął: Christos Anesti (Chrystus zmartwychwstał),
czułam wyraźną radość wśród zebranych.
Wywarło to na mnie niesamowite wrażenie a w głębi duszy
cieszyłam się ze zmartwychwstania Chrystusa razem z Grekami.
Ioannisowie stali gdzieś dalej, a ja tuż przy samym ołtarzu
przecież musiałam wszystko dokładnie obejrzeć. Dostrzegłam,
że ludzie zaczęli się całować
mówiąc sobie wzajemnie: Christos Anesti i odpowiadając: Alithos Anesti
(Prawdziwie powstał). Pojawiły się fajerwerki
na znak
radości, a wszystko to tak bardzo mnie wzruszyło.
Wróciłam
do Ioannisów, a oni
wszyscy mnie pocałowali.
To Pocałunek miłości, tak się nazywa wyjaśnił
mi Ioannis.
Zapaliłam swoją świecę od ich światła i poszliśmy
do domu. Po drodze Ioannis wypytywał mnie o wszystko, co czułam
w czasie
tej uroczystości. Dla niego i Christiny tak ważnym było, że
nareszcie, po tylu latach, mogłam wziąć udział w tej wyjątkowej
mszy. Cały czas nieśliśmy zapalone świece i nikomu żadna
nie zgasła, a to dobry znak, także dla mnie. Przed domem Ioannis
dymem ze swojej świeci narysował krzyż na framudze drzwi zewnętrznych.
W domu Christina podgrzała obiad i zasiedliśmy do stołu. Jedliśmy
magiricę tę zupę, którą wcześniej Christina
gotowała. Musiałam przyznać, że była doskonała.
Potem na stole pojawiły się pieczone ziemniaki w ziołach, kawałki
owcy oraz sałata. Piliśmy białe wino Santorini, które
kupiłam wracając z Plaki. Nie znałam greckich win, ale to
wszystkim smakowało, co mnie cieszyło.
Ioannis zarządził tłuczenie
jajek. Wygrała Christina jej czerwona pisanka najdłużej
pozostała niestłuczona, a to oznaczało, że właśnie
jej będzie się szczęścić przez cały rok.
Czy wiecie, jak olbrzymim przeżyciem jest dla mnie wszystko to, w czym biorę
udział? zapytałam. Tyle lat o tym czytałam, a dziś właśnie
mogę tego doświadczać. Efcharisto
para poli podziękowałam
im z głębi serca.
Byłam doprawdy bardzo wzruszona. Jedliśmy te ciastka
kulurakia, długo w nocy słuchaliśmy pieśni
wielkiej greckiej postaci Meliny Mercouri.
Wiecie, tak bardzo jestem wam wdzięczna, że mogę w tak ważnym
dla was dniu być właśnie tutaj, z wami, w moich Atenach.
Niedziela wielkanocna w Grecji (2000 r.)
Znowu się stresowałam: niedziela wielkanocna,
a oni mi powiedzieli o
dzisiejszym rodzinnym spotkaniu w większym gronie. Poczułam się
bardzo niezręcznie.
Zostanę w domu, w Atenach, i doprawdy nie jest to dla mnie żadnym
problemem powiedziałam.
Posłuchaj mnie, Betaki zaczął Ioannis
przy wspólnej porannej kawie - mam wrażenie, że ze szczęścia,
iż znowu jesteś
w Grecji, zupełnie pomieszało ci się w głowie.
Jedziemy wszyscy do letniego domu siostry Christiny, nad Zatokę Koryncką.
Będzie tam mój przyjaciel ze studiów we Francji, który
jest mężem siostry Christiny, ich dzieci oraz moja teściowa. Oni
wszyscy od dawna tyle o tobie słyszeli, widzieli cię na zdjęciach,
wiedzą, że miałaś przyjechać, żeby spędzić
z nami Paschę,
i cieszą się, że nareszcie cię poznają.
Czy to rozumiesz?
Przepraszam ale nie chciałabym sprawiać kłopotów swoją
osobą. Jak powinnam się ubrać?
Swobodnie, zupełnie swobodnie: to letni dom i bardzo luźna
atmosfera.
Wyjechaliśmy z Aten, w których dziś o tak wczesnej porze ruch
na ulicach był niewielki. [......] okazała się być niedużą
miejscowością na Peloponezie. Letni dom siostry Christiny Marii, i
jej męża, Nikosa, usytuowany był po lewej stronie szosy: główna
część wioski znajdowała się po stronie prawej. Domem i
jego położeniem byłam zachwycona: wzniesiono go na wzgórzu,
a po tej stronie nie było innych zabudowań. Z ogrodu roztaczał się
piękny widok: na doliny pełne drzew i krzewów. Przyjęto
mnie tu bardzo ciepło: wszyscy okazali się być przesympatycznymi
ludźmi. Obok domu urządzono palenisko i już piekło się
w nim kokoreci.
To jedno z typowych naszych dań wielkanocnych wyjaśniła mi
matka Christiny stojąca przy palenisku, ale to wyjaśnienie przetłumaczył
Angelos: jego babcia nie mówiła po angielsku. Miałam wrażenie,
że znam tych ludzi od dawna i czułam się tu zupełnie
swobodnie.
Zasiedliśmy przy wielkim stole, który postawiono na ogrodowym
tarasie, tuż przy palenisku. Najpierw pojawiły się przystawki: ośmiornice,
choriatiki, najprzeróżniejsze rodzaje oliwek i feta pokrojona w duże
kawałki, polana oliwą. Do tego mnóstwo białego wina własnej
roboty, którego spore ilości wypił Ioannis,
ale i Angelos.
Doszło do zabawnych sytuacji: Christina się wściekła
wykrzykując, że przez Ioannisa jej ukochany syn zostanie z pewnością
alkoholikiem. Tłumiłam śmiech, ale Ioanni wcale się z nim nie
krył, podobnie zresztą jak Angelos: ten miał już 21 lat i
nie był małym dzieckiem. Christina krzyczała, a Ioannis z synem
tak świetnie bawili się przy
dźwiękach greckiej muzyki z wysp, że nawet zaczęli śpiewać,
w czym dzielnie pomagali pozostali.
Ioannisie, kiedy zaczniesz tańczyć?
podeszłam do niego i
prawie szeptem go zapytałam,
nie chcąc, aby Christina to
słyszała.
Jeszcze parę szklanek tego wina i wejdę na stół!
Po zjedzeniu przystawek zaczęliśmy jeść kokoreci. Ależ
to było doskonałe! Wspaniała wątroba barania upieczona w
jelitach
z pewnością z jakimiś przyprawami. Po kokoreci
czas na danie główne: niesamowita ilość baraniny,
pieczonych ziemniaków i misy sałaty. Z przerażeniem patrzyłam
na te ilości wspaniałego jedzenia: Grecy
chwytali mięso w ręce i tak zajadali. I cały czas to pyszne
wino
Tłukliśmy oczywiście czerwone pisanki tym razem najdłużej
cała pozostała pisanka syna gospodarzy i to jemu będzie się
szczęściło przez cały rok. Małej Marii było
przykro: ani w nocy w domu ani tutaj nie udało jej się wygrać.
Doliną wędrowało niezliczone stado kóz: pobrzękiwały
dzwoneczkami co świetnie było słychać w ogrodzie.
Wszyscy mieli doskonałe nastroje z wyjątkiem Christiny. Ta była
oburzona na męża.
Kiedy gospodyni zaczęła stawiać ciasta na stole zdecydowałam
iść na spacer do wioski nie byłam w stanie zjeść już
czegokolwiek. Wcześniej uzgodniłam z Christiną, że pójście
na spacer już po jedzeniu nie będzie niczym nietaktownym. Miałam
ochotę wypić frappe, ale gospodarze jej nie pili, stąd bardzo
przepraszali za brak odpowiedniej kawy. Ioannis
chciał wsiąść
w samochód i pojechać do kafenionu
po frappe.
Nie, Ioannisie, absolutnie nie.
Naprawdę chętnie pospaceruję trochę.
Poza wszystkim zbyt dużo wypił wina, żeby już teraz prowadzić
samochód.
Wielkanoc w Meteorach (w 2003 roku)
Wjeżdżaliśmy samochodem na górę tą drogą,
którą wcześniej oglądaliśmy, a która trochę
mnie w dzień przerażała jeśli myśleć o jeździe
nocą. Wszystkie te obawy okazały się zupełnie niepotrzebne:
na górę sunął powoli sznur samochodów, światła
samochodu poprzedzającego ciągnęły nas za sobą. Nikt
nikogo nie wyprzedzał bo i niełatwo byłoby potem wepchnąć
się pomiędzy samochody.
Już na górze część samochodów skręcała
w prawą stronę, tam gdzie cztery klasztory, a część
w lewo, tam gdzie dwa pozostałe, w tym Agios Stefanos, który matka
Ioannisa wybrała dla mnie na tę szczególną w Grecji noc.
Droga po obu stronach była zastawiona samochodami, stąd Jerry podwiózł
nas do klasztoru, a sam zawrócił
szukając miejsca do zaparkowania. Ależ tłumy ludzi się tutaj
gromadziły! Większość trzymała w dłoniach świece
i strasznie żałowałam, że wcześniej o tym nie pomyślałam.
Zapomniałam, zupełnie zapomniałam o tej świecy i było
mi przykro.
Weszliśmy na teren klasztoru. W kościele trwało już nabożeństwo,
ale oczywiście nie sposób było tam wejść. Stanęliśmy
na dziedzińcu, przy głównym ołtarzu, gdzie jeszcze takich
tłumów jak w kościele i wokół niego - nie było.
Podeszłam do balustrady i popatrzyłam na Kalambakę, którą
już dziś z tego miejsca oglądałam,
ale jakże inną. Teraz zbliżała się północ,
była ciemna noc, a w dole można
było dostrzec setki świateł piękny to widok z tego
miejsca. Ludzi przybywało, a
my zajęliśmy doskonałe miejsce: przecież musiałam
wszystko dokładnie zobaczyć. O dźwięk się nie obawiałam
wszędzie były pozawieszane głośniki. Stałam wśród
Greków i słuchałam
przepięknych śpiewów mniszek. Mniszki śpiewały w kościele,
ale doskonale je było słychać przez głośniki.
Pieśni, a może jakieś psalmy brzmiały wspaniale: bez muzyki
i śpiewane na dwa głosy. Wkrótce Grecy zaczęli zapalać
swoje świece jedną od drugiej. Kiedy na to patrzyłam, poczułam
ukłucie w sercu: - Dlaczego zapomniałam? Dlaczego ja nie mam? miałam
do siebie straszny żal.
Patrzyłam na to wszystko i zastanawiałam
się, czy naprawdę tu jestem. Jeden z klasztorów w Meteorach,
dokoła ciemna noc, rozgwieżdżone niebo, w dole rozświetlona
Kalambaka, wokół mnóstwo Greków ze świecami
czekających na zmartwychwstanie Chrystusa, śpiewy mniszek, budynki
klasztorne tylko lekko podświetlone małymi reflektorkami i ja w
tym wszystkim. Coś mnie chwytało za gardło ze wzruszenia,
a wewnątrz czułam przyjemne ciepło. Patrzyłam na to wszystko
jak zaczarowana.
Mniszki ustawione w dwóch rzędach wyszły z kościoła
ze śpiewem na ustach, a pomiędzy nimi szedł stary pop ubrany
bardzo uroczyście. Zmierzali do ołtarza, przy którym stałam
i chłonęłam to wszystko całą swoją duszą. Pop
zaczął coś czytać
z wielkiej starej księgi, a mniszki od czasu do czasu chórem mu odpowiadały. Nie
rozumiałam, ale czułam. Znowu zaczęły śpiewać: raz
jeden rząd, raz drugi.
Pop znowu czytał, a one
odpowiadały. Światło świec wokół, wielkie
skupienie, mniszki znowu śpiewają, ciemność wokół
Christos Anesti!
krzyczy pop.
Bicie dzwonów tuż nad moją głową, wielka radość,
poruszenie.
Dzwony biją, mniszki śpiewają
..
Boże drogi: Chrystus zmartwychwstał, a ja w Meteorach! przemknęło
mi przez myśl.
Dla mnie też zmartwychwstał, bo skoro tu jestem, to też to czuję,
też to wiem, choć u mnie w Polsce Chrystus zmartwychwstał tydzień
wcześniej. Dziś jednak zmartwychwstał znowu i ja to czułam
stojąc na dziedzińcu
klasztoru Agios Stefanos w Meteorach. Wielkie to dla mnie przeżycie.
Grecy zaczęli się całować to pocałunek miłości.
Mniszki z popem wróciły do kościoła.
Powoli, bardzo powoli, opuszczaliśmy teren klasztoru, a z kościoła
wciąż słychać było śpiew mniszek.
Dzięki ci losie, że mogłam tu być właśnie dziś,
właśnie teraz szepnęłam.
Przypomniałam sobie co tutaj, w Meteorach, powiedziała do mnie
Christina trzy lata wcześniej: Wyobraź sobie jak tu musi być
podczas Anastasi.
Potrafiłam sobie to wówczas wyobrazić, a dziś tego doświadczyłam.
Jak pięknie jest realizować nasze marzenia!
Śniadanie w hotelu mnie zaskoczyło: wśród talerzy z wędlinami
i serami dostrzegłam misę pełną czerwonych jajek, co było
dla mnie wielką niespodzianką.
Po śniadaniu zaproponowałam Jerremu i Tygrysowi tłuczenie tych
jajek:
W końcu jesteśmy w Grecji, a dziś grecka Wielkanoc.
Nie zauważyłam u nich wielkiego entuzjazmu, ale dostosowali się
do greckiej tradycji.
W tłuczeniu jajek odpadłam pierwsza, a wygrał Jerry i to jemu będzie
się szczęścić przez cały rok.
Weszłam do kuchni po sok i zobaczyłam leżącego na dużym
stole całego barana przygotowanego do upieczenia na rożnie. Spojrzałam
w jego oczy:
Do widoku tych oczu nigdy się nie przyzwyczaję westchnęłam,
odwracając się w drugą stronę.
Starsza Greczynka podała mi dzbanek z sokiem pomarańczowym:
Christos Anesti
pozdrowiłam ją.
Alithos Anesti
odpowiedziała zaskoczona, ale z wielką radością.
Betaki Lachtara
czyt. także "Rady i
wskazowki" >>
zobacz stronę Autorki
>>
do góry>>
Home>>
| |


|